sobota, 9 lutego 2013

W tłusty czwartek bardzo kalorycznie!!!!

W tłusty czwartek, zamiast pączków spożywałąm Guinnessa :) To nie jakaś nowa świecka tradycja, tylko ogromna tęsknota za Irlandią, która dopadła nas całkiem niespodziewanie...a może spodziewanie??? Pewnie podświadomie tak reagujemy, bo nie możemy doczekać się urlopu! Już niedługo spędzę całe 9 dni u teściów, ale o tym kiedy indziej!  W każdym  razie, okazało się, że nasza lokalna restauracja posiada w sprzedaży ten trunek.

Wiem, że wielu ludzi nie lubi Guinnessa- ja lubię i choć zawsze najlepiej smakuje w Irlandii (Guinness nie lubi podróżować), tutaj nie mogłam się oprzeć... 




Na tym jednak mój apatyt się nie skończył. O krewetkowym koktajlu myślałam cały dzień.
 Potem było już tylko gorzej...




Tego burgera musiałam zjeść!To nie był jakiś zwykły kotlet. "Domowy",bardzo smaczny, z dobrej wołowiny, nie mający nic wspólnego z żadnym fast foodem...Smakował wybornie!

Nie tylko Guinness dopisał... Widoki również. Burj Al Arab wyglądał jak ze złota albo w płomieniach... Niesamowity obraz. Wszyscy goście robili zdjęcia i podziwiali! Ja też! Trudno było się oprzeć.







Tłusty czwartek się udał i był wspaniałym wprowadzeniem do mojego długiego weekendu! :)))) 

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego odpoczynku

xoxo

PS. Na zakup, posiadanie i spożywanie alkoholu w ZEA trzeba mieć licencję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz