Jakież to szczęście mnie dziś spotkało...Mój mąż pojechał do pracy z kolegą i zostawił mi samochód do dyspozycji...yuppie!
Nie tam, że dobry kierowca ze mnie i jazda w Dubaju to jakaś rozkosz... Nie jeździłam dobre kilka miesięcy, a to dlatego, że Glenn uważa, że na tym etapie, moje samotne wyprawy są bardzo niebezpieczne, dla tak niedoświadczonego kierowcy jak ja i potrzebuję jeszcze sporo praktyki, zanim nabędziemy jakieś auto dla mnie...niestety ma racje po części, jednak w końcu będę musiała się nauczyć jeździć, a jak mam to zrobić, skoro nie mam dostępu do auta???Koło się zamyka, a pisałam już wcześniej, że bez auta tuaj ani rusz...
Tak czy inaczej pojechałam na zakupy- spożywcze, oczywiście do jedynego sklepu do którego znam drogę i ma parking bez udziwnień :-) Przynajmniej tak mi się wydawało. Jak podjechałam pod budynek, to okazało się, że jest tam całkiem spory tłum, wszystkie normalne miejsca parkingowe są zajęte a jeszcze skręcając w prawo, jakiś koleś postanowił mnie wyprzedzić właśnie z prawej strony!! Parkowanie to wciąż dla mnie inna para kaloszy. Nigdy nie widzę, czy mam wystarczająco miejsca i czy się zmieszczę...
Ufff, udało się całkiem dobrze. Gorzej było z parkingiem naszym domowym...Dobrze, że wszyscy sąsiedzi byli w pracy i miałam sporo miejsca do manewru...inaczej byłby jeden wielki zgrzyt blachy :-)
Czy wszyscy mają takie początki??
Nie tam, że dobry kierowca ze mnie i jazda w Dubaju to jakaś rozkosz... Nie jeździłam dobre kilka miesięcy, a to dlatego, że Glenn uważa, że na tym etapie, moje samotne wyprawy są bardzo niebezpieczne, dla tak niedoświadczonego kierowcy jak ja i potrzebuję jeszcze sporo praktyki, zanim nabędziemy jakieś auto dla mnie...niestety ma racje po części, jednak w końcu będę musiała się nauczyć jeździć, a jak mam to zrobić, skoro nie mam dostępu do auta???Koło się zamyka, a pisałam już wcześniej, że bez auta tuaj ani rusz...
Tak czy inaczej pojechałam na zakupy- spożywcze, oczywiście do jedynego sklepu do którego znam drogę i ma parking bez udziwnień :-) Przynajmniej tak mi się wydawało. Jak podjechałam pod budynek, to okazało się, że jest tam całkiem spory tłum, wszystkie normalne miejsca parkingowe są zajęte a jeszcze skręcając w prawo, jakiś koleś postanowił mnie wyprzedzić właśnie z prawej strony!! Parkowanie to wciąż dla mnie inna para kaloszy. Nigdy nie widzę, czy mam wystarczająco miejsca i czy się zmieszczę...
Ufff, udało się całkiem dobrze. Gorzej było z parkingiem naszym domowym...Dobrze, że wszyscy sąsiedzi byli w pracy i miałam sporo miejsca do manewru...inaczej byłby jeden wielki zgrzyt blachy :-)
Czy wszyscy mają takie początki??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz