wtorek, 28 sierpnia 2012

Poślizg od samego rana

Ostatniej nocy nie spaliśmy z mężem zbyt dobrze, więc o 6 rano, kiedy zadzwonił budzik, najpierw nie wiedziałam o co chodzi, potem chciałam go wyrzucić przez okno.
Jest okropnie gorąco i na dodatek wilgotno. Okulary parują a minutę po prysznicu człowiek znów się lepi...
Standardowo dzień zaczęliśmy od owsianki i kawy. Potem Glenn do pracy, ja do swoich zajęć.

Oczywiście możecie sobie wyobrazić, jak wszystko dzieje się w zwolnionym tępie i mamy opóźnienia. Ledwo nogi za sobą włóczę i tu nagle telefon...o-o...Zarządca mieszkania. Informuje mnie, ze w sobotę przyjdzie ekipa, która naprawi przynajmniej część usterek w mieszkaniu! Cieszę się bardzo, bo próbowałam to zrealizować conajmniej od marca, ale niestety tutaj sprawy muszą nabrać mocy urzedowej, najlepiej w ogóle przeterminować się, a jeszcze lepiej jak o tym zapomnisz na amen! Tak więc rozmawiamy o wymaganych naprawach i o tym, co jeszcze będzie do zrobinia, i że w końcu musimy wyjść na tę  kawę sprzed miesiąca... i za chwilę panika! Jest 9.45 a ja wciąż nie umalowana, nie ubrana a o 11 mam drugą romowę o pracę w tej samej firmie, w której byłam w zeszłym tygodniu. <No tak, chyba zapomniałam napisać, że pierwszy etap przeszłam pomyślnie :-)>

Wiadomo, jak to w pośpiechu, makijaż już nie był tak super jak zaplanowałam, nie zjadłąm drugiego śniadania i znów się lepiłam. Modliłam sie tylko, żeby nie mieć widocznych plam od potu <choć normalnie nie mam z tym problemu>,  bo czekalam na taksówkę na zewnątrz dobrych kilka minut, oczywiście w pełnym słońcu, potem korek na Sheikh Zayed Road ( Główna i największa ulica Dubaju) i w końcu dotarłam na miejsce.

Rozmowa odbyła się z 20 minutowym poślizgiem, a trwała 1 godzinę i 45 minut! No nic, nie było źle, tyle, że ledwo zipałąm po. Potem znów łapanie taksówki, w jeszcze większym słońcu i powrót do domu.

Na osłodę dostałam cudowną wiadomość od przyjaciółki, że urodziła... również z opóźnieniem, swojego drugiego synka Bartusia! Witamy na świecie!!! Wszyscy mają się dobrze, więc teraz czekam na fotki.

Oczywiście Glenn wrócił później niż zwykle i jeszcze do teraz pracuje w domu, ale przyniósł mi pocztę- kartkę urodzinową. Wow, uwielbiam dostawać kartki na urodziny, a już całkiem fajnie jak są dostarczane na czas! A może dwa miesiące po terminie, to nie aż takie duże opóźnienie? :-) Biorąc pod uwagę, że była wysłana miesiac przed urodzinami, to może się czepiam?! Tak niestety tutaj poczta działa,nie zawsze, ale jednak w większości przypadków, ale wciąż liczę, że jednak kiedyś się to poprawi.

Kolacja, kawałek filmu i znów z opóźnieniem idę pod prysznic. Mam nadzieję, że dziś chociaż sen przyjdzie na czas:-)


Na dobranoc, kilka zdjęć z Dubaju
Dubaj noca/widok z końca Palmy Jumeirah
Zachód słońca
Moje ulubione bliźniacze wieże!




Tak więc dobranoc!

xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz